Jedziemy do Ustki…

Na 9 lipca zaplanowaliśmy wyjazd do Ustki. Odwiedziliśmy tę miejscowość już czwarty raz, ale zawsze znajdujemy tu coś nowego. W dniu wyjazdu pogoda nam nie sprzyjała; w autobusie zupełnie to nie przeszkadzało. Na miejscu, po zrobieniu zbiorowego zdjęcia przed dragonem, z zachmurzonego nieba powoli, coraz większymi kroplami spadał deszcz. Do tego towarzyszący, nadmorski wiatr nie pozwolił na spacer, brrr…Kuszące zapachami restauracje zapraszały w swoje progi i tam przy konsumpcji przeczekaliśmy deszczowo-wietrzną aurę, na krótko, nieśmiało zaczęło wyglądać słońce. Znaleźliśmy czas na brodzenie po brzegu morza, mokrym piasku plaży, zwiedzeniu latarni, muzeum figur woskowych, zakupy pamiątek i spotkaniu z ustecką syrenką. Pogoda nas nie rozpieściła, ale w drodze powrotnej nasza Henia zrekompensowała wszystkim szarugę dnia swoimi dowcipami. Jej słowne żarty są krótkie, dosadne, z ciętymi ripostami i kończące się zawsze salwą śmiechu słuchających. Można by rzec „wesoły autobus rusza przez ten świat…”. W sierpniu jeszcze jedna podróż przed nami, ale o tym później.